Ostatnio podczas sesji klientka powiedziała mi: „Sylwia, ja chyba nie umiem się zmienić. Nawet nie potrafię zacząć pić więcej wody. Przeczytałam książki o nawykach, motywacji, rutynach. I nic. Co jest ze mną nie tak?”
No cóż. Nie pozostało nam nic innego, jak z pełną powagą przyjrzeć się temu dramatowi z wodą w roli głównej. Bo czasem właśnie takie małe rzeczy pokazują nam coś większego. Jeśli trudno nam zmienić drobny codzienny nawyk, to nic dziwnego, że większa zmiana zawodowa, życiowa, tożsamościowa – wydaje się ogromna. Mózg nie mówi wtedy: „cudownie, nowy etap, lecimy!”. Częściej mówi: „proszę bardzo, kolejny pomysł, który zaburzy nam święty spokój.”
I tu zaczyna się temat autopilota.
Dlaczego tak często działamy na autopilocie?
Większość codziennych działań wykonujemy automatycznie. Nie zastanawiasz się za każdym razem, jak myć zęby, jak zrobić kawę, jak odpisać „dziękuję, wrócę z informacją” w pracy, choć wewnętrznie czasem wrócić z informacją chciałabyś dopiero w kolejnym wcieleniu.
Autopilot jest potrzebny. Dzięki niemu mózg oszczędza energię. Nie musisz analizować każdej drobnej czynności od zera, bo część rzeczy dzieje się nawykowo. Problem zaczyna się wtedy, gdy autopilot prowadzi Cię nie tam, gdzie chcesz.
W pracy może to wyglądać tak:
- zgadzasz się na kolejne zadania, choć jesteś przeciążona,
- odkładasz ważną rozmowę,
- wybierasz znane rozwiązania, choć już Ci nie służą,
- robisz swoje, ale bez poczucia sensu,
- mówisz sobie: „jeszcze trochę”, choć sama nie wiesz, do kiedy.
Autopilot nie zawsze jest zły. Czasem pomaga przetrwać dzień. Ale jeśli zbyt długo nim jedziesz, możesz obudzić się w miejscu, którego już nie wybierasz świadomie.
Dlaczego zmiana nawyków jest taka trudna?
Zmiana nawyku nie jest trudna dlatego, że jesteś leniwa, słaba albo „nieogarnięta”. To trochę bardziej skomplikowane.
Nawyki są wygodne dla mózgu, bo są znane. A to, co znane, wymaga mniej energii. Dlatego stare schematy wracają szczególnie wtedy, gdy jesteśmy zmęczone, zestresowane albo przeciążone. Czyli dokładnie wtedy, kiedy najbardziej obiecujemy sobie, że „od jutra wszystko zmienię”. Brzmi znajomo?
Nowy nawyk wymaga uwagi. Trzeba go zaplanować, przypomnieć sobie o nim, wykonać, powtórzyć, a potem jeszcze nie obrazić się na siebie po pierwszym potknięciu. A my często oczekujemy, że skoro przeczytałyśmy książkę o nawykach, to mózg powinien natychmiast zgłosić gotowość do transformacji.
Niestety. Mózg nie zawsze czyta te same książki co my 🙁
Motywacja to za mało
Wiele osób próbuje zmieniać się przez motywację.
Mówią sobie: „Muszę się bardziej zmobilizować.” lub „Tym razem naprawdę się wezmę.” lub „Od poniedziałku będzie inaczej.”
I przez chwilę faktycznie bywa inaczej. A potem przychodzi zmęczenie, życie, praca, obowiązki, mail z dopiskiem „pilne” i cały piękny plan zaczyna przypominać folder na pulpicie o nazwie „nowe życie – wersja finalna”, którego nikt już nie otwiera.
Motywacja pomaga zacząć, ale rzadko wystarcza, żeby utrzymać zmianę. Zwłaszcza jeśli zmiana jest duża albo dotyczy czegoś głębszego niż picie wody: sposobu pracy, granic, decyzji zawodowej, wyjścia z roli osoby, która zawsze „daje radę”.
Dlatego zamiast pytać: „jak się zmotywować?”, czasem lepiej zapytać: „Jak mogę to przetestować?”
Eksperymentowanie zmienia napięcie w ciekawość
W pracy z klientką nie zaczęłyśmy od pytania: „dlaczego nie pijesz wody?” z miną komisji śledczej.
Zaczęłyśmy od eksperymentów. Przez kilka dni testowała różne opcje:
- aplikację przypominającą o piciu wody,
- ustawione alarmy w telefonie,
- ładną butelkę,
- kartkę na lodówce,
- szklankę wody do kawy,
- wodę z cytryną,
- picie przed posiłkami,
- zrobienie z tego małego rytuału.
I wydarzyło się coś ciekawego. Samo nazwanie tych prób eksperymentem zmieniło jej nastawienie. Nie musiała „od razu zmienić nawyku na zawsze”. Miała tylko sprawdzić, co działa. To dużo mniej obciążające.
Eksperyment daje zgodę na to, że coś może nie zadziałać. A jeśli nie zadziała, to nie znaczy: „znowu mi nie wyszło”. Znaczy: „mam dane”. A dane są dużo przyjemniejsze niż poczucie porażki. I mniej dramatyczne.
Co picie wody ma wspólnego ze zmianą zawodową?
Więcej, niż się wydaje.
Bo w zmianie zawodowej często robimy ten sam błąd: chcemy od razu wymyślić całą nową drogę. Najlepiej kompletną, bezpieczną, sensowną, dochodową, zaakceptowaną przez rodzinę i odporną na kryzysy gospodarcze. Czyli skromnie. A potem dziwimy się, że nie ruszamy z miejsca.
Tymczasem zmiana zawodowa też może zacząć się od eksperymentu, a nie od rewolucji. Nie musisz od razu rzucać pracy, zakładać firmy, zmieniać branży ani ogłaszać światu: „od dziś jestem nową wersją siebie”.
Możesz sprawdzić jeden kierunek. Porozmawiać z kimś z branży. Zaktualizować CV. Przetestować małą ofertę. Zapisać się na warsztat. Zobaczyć, które zadania dają Ci więcej energii. Sprawdzić, czy to, co Cię woła, jest realnym kierunkiem, czy tylko sygnałem, że obecna praca przestała Ci pasować.
Eksperyment zmniejsza ciężar decyzji. Nie musisz od razu wiedzieć. Możesz zacząć sprawdzać.
Dlaczego eksperyment działa lepiej niż wielkie postanowienie?
Bo eksperyment jest mały, konkretny i ograniczony w czasie.
Nie mówisz: „Od teraz zmieniam całe życie zawodowe.” Mówisz: „Przez najbliższe dwa tygodnie sprawdzę jeden możliwy kierunek.”
Nie mówisz: „Muszę wiedzieć, kim chcę być przez kolejne 20 lat.” Mówisz: „Porozmawiam z trzema osobami i zobaczę, czego się dowiem.”
To od razu obniża napięcie.
Eksperymentowanie pomaga wyjść z myślenia zero-jedynkowego: albo zostaję, albo rzucam wszystko; albo sukces, albo porażka; albo wiem na pewno, albo nie robię nic.
W życiu zawodowym rzadko potrzebujemy takiego dramatycznego podziału. Częściej potrzebujemy bezpiecznego sprawdzania.
Jak zaprojektować dobry eksperyment?
Dobry eksperyment nie powinien być wielkim projektem, który od razu wymaga tablicy, harmonogramu i trzech plików w Excelu.
Wystarczy, że spełnia trzy warunki.
1. Jest konkretny
Nie: „sprawdzę, co dalej z moją karierą”. Lepiej: „w tym tygodniu porozmawiam z jedną osobą, która pracuje w obszarze, który mnie ciekawi.”
2. Jest mały
Eksperyment ma być na tyle prosty, żeby dało się go wykonać mimo codziennego życia, pracy i standardowego poziomu zamieszania. Jeśli już na starcie wymaga urlopu, rezygnacji z etatu i nowego logo, to nie jest eksperyment. To serial.
3. Ma termin
Ustal, jak długo testujesz daną rzecz: trzy dni, tydzień, miesiąc. Bez terminu eksperyment łatwo zamienia się w wieczne „kiedyś sprawdzę”. A „kiedyś” to bardzo wygodna data. Szkoda tylko, że rzadko występuje w kalendarzu.
Przykłady eksperymentów zawodowych
Jeśli czujesz, że zawodowo potrzebujesz zmiany, możesz zacząć od małych testów:
- przez tydzień zapisuj, które zadania dają Ci energię, a które ją zabierają,
- porozmawiaj z jedną osobą z branży, która Cię ciekawi,
- sprawdź trzy oferty pracy i zobacz, co Cię przyciąga,
- przygotuj roboczą wersję CV, bez presji wysyłania,
- przez miesiąc rozwijaj jedną umiejętność, którą chcesz przetestować,
- stwórz małą ofertę swojej usługi i pokaż ją jednej zaufanej osobie,
- zapisz, jakie warunki pracy są dziś dla Ciebie nie do negocjacji.
To nie są wielkie kroki. Ale każdy z nich daje informację. A informacja jest paliwem dobrej decyzji.
Krok bez autopilota
Wybierz jedną zmianę, o której myślisz od dawna. Nie największą. Nie najbardziej spektakularną. Jedną konkretną.
Następnie odpowiedz na trzy pytania:
1. Co próbuję zmienić zbyt dużym ruchem?
Może chcesz od razu „ogarnąć całą karierę”, zamiast sprawdzić jeden kierunek. Może chcesz zmienić całe życie, zamiast zacząć od jednej granicy, rozmowy albo decyzji.
2. Jaki mały eksperyment mogę zrobić w ciągu 7 dni?
Nie plan na rok. Eksperyment na tydzień. Rozmowa, notatka, research, aktualizacja CV, test nowej rutyny, sprawdzenie jednej opcji.
3. Po czym poznam, że ten eksperyment coś mi pokazał?
Czy dał mi więcej energii lub zmniejszył chaos? Czy pokazał, że ten kierunek mnie ciekawi lub pomógł zobaczyć, czego nie chcę?
Nie oceniaj eksperymentu w kategoriach sukcesu albo porażki. Oceń go w kategoriach informacji.
I co teraz?
Eksperymentowanie nie jest ucieczką od decyzji.
Jest sposobem, żeby decyzja przestała być wielką, mglistą katastrofą w głowie, a stała się procesem sprawdzania rzeczywistości.
Nie musisz zaczynać od rewolucji. Możesz zacząć od testu – od jednej rozmowy, jednego pytania, jednego tygodnia obserwacji lub od jednego małego ruchu, który pokaże Ci coś więcej niż kolejne analizowanie.
Jeśli czujesz, że zawodowo działasz na autopilocie, ale nie wiesz jeszcze, co dokładnie chcesz zmienić, eksperymentowanie może być pierwszym bezpiecznym krokiem.
W programie Kariera bez Autopilota pomagam kobietom 40+ przejść od ogólnego „coś jest nie tak” do konkretnych testów, decyzji i planu dalszych kroków zawodowych.
Umów bezpłatną sesję wstępną i sprawdź, czy to proces dla Ciebie.
