Masz doświadczenie. Masz za sobą projekty, decyzje, trudne rozmowy, awanse albo lata pracy, których nie da się „przypadkiem” przeżyć na samym szczęściu. A jednak, kiedy pojawia się nowa szansa zawodowa, nowa rola albo myśl o zmianie, w głowie odzywa się głos:
„A co, jeśli ja wcale nie jestem taka dobra?”
„A co, jeśli inni zaraz odkryją, że nie umiem wystarczająco dużo?”
„A co, jeśli do tej pory miałam po prostu szczęście?”
I nagle wszystkie Twoje sukcesy zaczynają wyglądać podejrzanie. Jakby ktoś przypadkiem wpisał Cię na listę kompetentnych osób, a Ty teraz czekasz, aż komisja rekrutacyjna życia zorientuje się, że zaszła pomyłka. To może być syndrom oszusta.
Czym jest syndrom oszusta?
Syndrom oszusta, nazywany też zjawiskiem oszusta, to doświadczenie, w którym osoba mimo realnych osiągnięć i kompetencji ma poczucie, że nie zasługuje na swój sukces. Może przypisywać go szczęściu, przypadkowi, pomocy innych albo temu, że „jakoś się udało”. W literaturze psychologicznej to zjawisko opisuje się jako trudność w uznaniu własnych osiągnięć i obawę przed „zdemaskowaniem” jako osoba mniej kompetentna, niż inni sądzą.
Warto od razu dodać: syndrom oszusta nie jest formalną diagnozą medyczną. To nie etykieta choroby, tylko opis pewnego doświadczenia psychologicznego, które może wpływać na stres, pewność siebie i decyzje zawodowe. I nie, to nie znaczy, że „wymyślasz”. To znaczy, że Twój sposób interpretowania sukcesów może być dla Ciebie bardzo surowy.
Jak brzmi syndrom oszusta w głowie?
Najczęściej nie mówi wprost: „dzień dobry, jestem syndromem oszusta”. Szkoda, byłoby prościej.
Zwykle brzmi bardziej znajomo:
- „Nie zasługuję na to stanowisko.”
- „Inni są lepsi ode mnie.”
- „Miałam szczęście.”
- „Nie mogę popełnić błędu, bo wtedy wszystko się wyda.”
- „Nie powinnam prosić o pomoc, bo pomyślą, że się nie znam.”
- „Jeszcze jeden kurs i dopiero wtedy będę gotowa.”
To ostatnie jest szczególnie podstępne. Rozwój jest świetny. Kursy są potrzebne. Ale czasem kolejny certyfikat nie jest już inwestycją w kompetencje, tylko elegancką formą odwlekania momentu, w którym masz uznać: „umiem wystarczająco dużo, żeby zrobić pierwszy krok.” Taką z ładnym PDF-em do pobrania.
Dlaczego syndrom oszusta często odzywa się przy zmianie zawodowej?
Bo zmiana zawodowa podnosi stawkę. Kiedy robisz to, co znasz od lat, możesz ukryć swoje wątpliwości pod rutyną. Wiesz, jak działa system, znasz ludzi, procesy i miejsca, w których można przetrwać spotkanie z kamerą wyłączoną. Ale gdy myślisz o nowej roli, własnym projekcie, zmianie branży albo większej odpowiedzialności, nagle pojawia się przestrzeń na pytania:
„Czy ja naprawdę mam prawo tam iść?”
„Czy moje doświadczenie się liczy?”
„Czy nie jestem za stara, żeby zaczynać inaczej?”
„Czy ktoś potraktuje mnie poważnie?”
Syndrom oszusta często uderza właśnie wtedy, gdy wychodzisz poza znaną tożsamość zawodową. Nie wtedy, gdy nic nie robisz. Tylko wtedy, gdy zaczynasz chcieć czegoś więcej.
Skąd się bierze syndrom oszusta?
Nie ma jednej przyczyny. Na to doświadczenie mogą wpływać wysokie wymagania wobec siebie, perfekcjonizm, porównywanie się z innymi, styl wychowania, wcześniejsze doświadczenia zawodowe albo środowisko pracy, w którym trudno czuć się bezpiecznie z błędem.
Pierwsze badania nad tym zjawiskiem prowadziły Pauline Clance i Suzanne Imes wśród wysoko osiągających kobiet, które mimo sukcesów miały poczucie intelektualnej „fałszywości”. Późniejsze opisy pokazują, że tego typu doświadczenia mogą dotyczyć różnych osób i środowisk zawodowych, choć kontekst społeczny i kultura pracy mają znaczenie.
To ważne, bo czasem łatwo powiedzieć: „popracuj nad pewnością siebie”.
A czasem problem nie leży tylko w Tobie. Może być wzmacniany przez środowisko, w którym błędy są karane, sukcesy umniejszane, a ludzie uczą się, że najlepiej nie wychylać się zbyt mocno.
Syndrom oszusta czy naturalna niepewność?
Nie każde zwątpienie oznacza syndrom oszusta.
Jeśli zaczynasz nową pracę, prowadzisz pierwsze wystąpienie, zmieniasz branżę albo tworzysz coś własnego, niepewność jest normalna. Człowiek nie musi wchodzić w nowe sytuacje z miną osoby, która właśnie wróciła z urlopu, wygrała konkurs i zna wszystkie odpowiedzi.
Różnica jest w skali i uporczywości.
Naturalna niepewność mówi: „To nowe. Potrzebuję czasu, żeby się oswoić.”
Syndrom oszusta mówi: „To nowe. Zaraz wszyscy odkryją, że ja się do tego nie nadaję.”
Naturalna niepewność słabnie, kiedy zdobywasz doświadczenie. Syndrom oszusta często nie słabnie nawet wtedy, gdy masz dowody, że sobie radzisz. Po każdym sukcesie głowa znajduje wyjaśnienie zastępcze: „miałam szczęście”, „ktoś mi pomógł”, „to nie było takie trudne”, „inni zrobiliby to lepiej”.
Czyli klasyka: sukces nie liczony, błąd liczony podwójnie.
Kiedy „syndrom oszusta” bywa mylony z czymś innym?
To też warto powiedzieć uczciwie. Czasem ludzie nazywają syndromem oszusta coś, co jest po prostu naturalnym stresem przed nowym zadaniem. Czasem to realny brak doświadczenia w danym obszarze. A czasem zwykła potrzeba przygotowania.
Jeśli uczysz się czegoś nowego i nie czujesz się jeszcze pewnie, to nie musi być syndrom oszusta. To może być etap nauki.
Różnica jest taka:
Brak kompetencji mówi: „muszę się tego nauczyć.”
Syndrom oszusta mówi: „nawet jeśli umiem, to i tak pewnie nie wystarczy.”
Dlatego nie chodzi o to, żeby każde wahanie od razu diagnozować. Chodzi o to, żeby zobaczyć, czy Twoje myśli są adekwatne do sytuacji, czy surowsze niż jakakolwiek komisja egzaminacyjna.
Jak syndrom oszusta blokuje karierę?
Syndrom oszusta nie zawsze zatrzymuje Cię spektakularnie. Często działa subtelnie.
Nie zgłaszasz się do nowego projektu, choć masz kompetencje. Odkładasz zmianę pracy, bo „jeszcze nie jesteś gotowa”. Bierzesz na siebie zbyt dużo, żeby udowodnić, że zasługujesz. Unikasz proszenia o pomoc, bo uznajesz to za słabość. Perfekcyjnie przygotowujesz się do rzeczy, które wymagają raczej odwagi niż kolejnej wersji pliku.
W efekcie żyjesz w trybie ciągłego udowadniania. A to bardzo męczy. Zwłaszcza jeśli masz już 40+, doświadczenie i dorobek, a mimo to nadal czujesz, że musisz zasłużyć na prawo do kolejnego kroku.
Co pomaga pracować z syndromem oszusta?
Nie chodzi o to, żeby z dnia na dzień zamienić się w osobę, która wchodzi do sali i mówi: „proszę państwa, jestem odpowiedzią na wszystkie problemy”. To byłoby nie tylko mało realistyczne, ale też trochę męczące dla otoczenia. Chodzi o spokojniejsze, bardziej uczciwe podejście do siebie.
1. Zbieraj fakty, nie tylko obawy
Kiedy pojawia się myśl: „nie jestem wystarczająco dobra”, zapytaj: „Na jakich faktach to opieram?” A potem zadaj drugie pytanie: „Jakie fakty pokazują, że jednak mam kompetencje?”
Nie chodzi o sztuczne pompowanie ego. Chodzi o przywrócenie proporcji.
2. Przestań unieważniać sukcesy
Zwróć uwagę, jak tłumaczysz swoje osiągnięcia. Jeśli po każdym sukcesie mówisz: „miałam szczęście”, „to nic takiego”, „każdy by to zrobił”, to odbierasz sobie dowody własnej skuteczności.
Spróbuj inaczej: „To się udało, bo włożyłam w to pracę, doświadczenie i konkretne umiejętności.” Brzmi dziwnie? Możliwe. Zwłaszcza jeśli przez lata trenowałaś skromność w wersji olimpijskiej.
Ale warto.
3. Daj sobie prawo do nauki
Nie musisz umieć wszystkiego od razu. Nowa rola, nowa branża, własny projekt albo zmiana zawodowa nie wymagają, żebyś od pierwszego dnia była ekspertką od wszystkiego. Wymagają gotowości do uczenia się.
To duża różnica, a ty możesz być kompetentna i jednocześnie czegoś jeszcze nie wiedzieć, możesz być profesjonalna i jednocześnie zadać pytanie, możesz mieć doświadczenie i jednocześnie zaczynać nowy etap.
Krok bez autopilota
Zatrzymaj się na kilka minut i odpowiedz na trzy pytania:
1. W jakiej sytuacji najczęściej czuję się „niewystarczająca”?
Czy dzieje się to przed rozmową, nowym projektem, zmianą pracy, pokazaniem swojej oferty, wystąpieniem, prośbą o podwyżkę albo decyzją o nowym kierunku?
2. Jak tłumaczę sobie swoje sukcesy?
Zapisz ostatnie trzy sytuacje, w których coś Ci się udało. Przy każdej dopisz: co konkretnie zrobiłam, żeby to się wydarzyło?
Nie „udało się”.
Nie „miałam szczęście”.
Konkretnie: jakie umiejętności, decyzje, działania i doświadczenie miały znaczenie?
3. Jakie jedno zdanie chcę ćwiczyć zamiast starego schematu?
Na przykład:
„Nie muszę wiedzieć wszystkiego, żeby być kompetentna.”
„Mój sukces nie jest przypadkiem.”
„Mam prawo uczyć się w nowym etapie.”
„Doświadczenie, które mam, jest zasobem.”
Nie wybieraj zdania, które brzmi jak naklejka motywacyjna na kubku. Wybierz takie, w które możesz choć trochę uwierzyć.
I co teraz?
Syndrom oszusta nie oznacza, że naprawdę jesteś oszustką. Często oznacza, że nie nauczyłaś się jeszcze przyjmować własnych kompetencji jako czegoś realnego.
Jeśli myślisz o zmianie zawodowej, nowej roli albo własnym projekcie, ten mechanizm może odezwać się szczególnie głośno. Nie dlatego, że się nie nadajesz. Dlatego, że wchodzisz w nowy obszar i Twoja głowa próbuje ochronić Cię przed ryzykiem.
Warto jej podziękować za troskę. A potem sprawdzić fakty.
W programie Kariera bez Autopilota pomagam kobietom 40+ zobaczyć swoje doświadczenie jako zasób, nazwać blokujące przekonania i przejść do kolejnego etapu kariery bez ciągłego podważania siebie.
Umów bezpłatną sesję wstępną i sprawdź, czy to proces dla Ciebie.
