wysoki mak

Są takie obrazy, które zostają w głowie dłużej niż powinny. Dla mnie jednym z nich jest wysoki mak.

Nie róża, orchidea i nie perfekcyjny bukiet z recepcji w pięknym biurze.

Mak. Dziki, trochę nieposłuszny, delikatny, ale niemożliwy do przeoczenia. Rośnie tam, gdzie mu przyszło rosnąć. Nie próbuje wyglądać profesjonalnie. Nie pyta, czy wypada być tak czerwonym. Po prostu jest widoczny.

I właśnie dlatego stał się dla mnie ciekawym symbolem w rozmowach o karierze kobiet.

Bo wiele z nas wcale nie ma problemu z kompetencjami. Mamy doświadczenie, odpowiedzialność, lata pracy, decyzji, projektów, ludzi, zmian, kryzysów i tematów, których nikt nie chciał dotknąć, dopóki nie trzeba było ich dowieźć.

Nie chodzi więc o to, że nie rośniemy. Często chodzi o to, że nauczyłyśmy się rosnąć tak, żeby nie było nas za bardzo widać. W tym, jak bardzo nauczyłyśmy się nie wystawać.

Czym jest teoria wysokiego maku?

Teoria wysokiego maku, znana też jako syndrom wysokiego maku, opisuje zjawisko społeczne polegające na „przycinaniu” osób, które zaczynają się wyróżniać.

Ktoś rośnie wyżej niż reszta. Zaczyna być bardziej widoczny. Mówi o ambicji. Chce więcej wpływu. Ma odwagę nazwać swoje potrzeby. I wtedy otoczenie, czasem bardzo subtelnie, wysyła komunikat: nie wychylaj się.

Nie zawsze wprost. Rzadko ktoś mówi: „Twoja ambicja mnie drażni”. Częściej słyszymy coś bardziej eleganckiego:

„Po co Ci to?”
„Masz już dobrze”.
„Nie przesadzaj”.
„Nie rób zamieszania”.
„Tylu ludzi chciałoby być na Twoim miejscu”.
„Teraz to chyba trochę za późno na takie ruchy”.

Brzmi znajomo?

W pracy ten mechanizm bywa szczególnie trudny do uchwycenia, bo często występuje pod przykrywką rozsądku, lojalności albo dojrzałości.

Nie wychylaj się – dla dobra zespołu.
Nie mów za dużo o sobie – bo przecież liczy się efekt.
Negocjujesz za mocno – jeszcze wyjdziesz na roszczeniową.
Nie zmieniaj kierunku – bo masz stabilnie.
Nie pokazuj ambicji – bo ambicja u kobiety nadal bywa mylona z trudnym charakterem.

Oczywiście nikt nie mówi tego tak wprost. Ale kobiety bardzo często i tak słyszą przekaz. I jeszcze częściej zaczynają go powtarzać same sobie.

Najskuteczniejsze przycinanie odbywa się po cichu

Najciekawsze w teorii wysokiego maku nie jest dla mnie samo to, że inni mogą próbować nas przycinać. Ciekawsze jest to, co dzieje się później. Bo jeśli przez lata dostajesz sygnał, że lepiej nie być „za bardzo”, to w pewnym momencie zaczynasz robić to automatycznie.

Zanim poprosisz o więcej, sama sobie tłumaczysz, że to może nie ten moment. A gdy chcesz powiedzieć o swoim wkładzie, uznajesz, że przecież „praca powinna mówić sama za siebie”. Zanim nazwiesz ambicję, ubierasz ją w bezpieczniejsze słowa: rozwój, kolejny krok, potrzeba zmiany, poszukiwanie sensu. Kiedy chcesz więcej wpływu, mówisz: „może po prostu jestem zmęczona”. Zanim sprawdzisz inną możliwość, przypominasz sobie wszystkie powody, dla których „rozsądniej będzie zostać”. To często nie jest czysty rozsądek, tylko biasy poznawcze w decyzjach zawodowych – takie skróty myślowe, które mają nas chronić przed ryzykiem, ale czasem chronią też przed zmianą, której naprawdę potrzebujemy.

I tak zewnętrzne przycinanie zamienia się w wewnętrzną autocenzurę. To już nie ktoś inny mówi: nie wystawaj. To Ty zaczynasz mówić sobie: nie przesadzaj.

Bardzo często właśnie w tym miejscu zaczyna się paraliż decyzyjny w karierze – nie dlatego, że brakuje kompetencji, tylko dlatego, że każda opcja zaczyna wydawać się „za duża”, „za późna” albo „nie do końca rozsądna”.

Kariera po 40. Kiedy „rozsądek” zaczyna być za ciasny

W pracy z kobietami po 40. roku życia bardzo często widzę szczególny moment. To nie jest zwykle moment spektakularnego kryzysu. Raczej cichego przesunięcia – tego, od którego często zaczyna się zmiana zawodowa po 40. Na zewnątrz wszystko może wyglądać dobrze – jest stanowisko, doświadczenie, stabilność, odpowiedzialność, są kompetencje, czasem są pieniądze, pozycja, zespół, marka, nazwisko w organizacji, sukces.

A jednocześnie w środku pojawia się pytanie, którego nie da się wyciszyć: czy ja naprawdę chcę dalej opowiadać o sobie tę samą zawodową historię?

Nie dlatego, że wszystko było złe. Właśnie odwrotnie. Często ta historia przez lata działała bardzo dobrze – bycie odpowiedzialną działało; tą, która widzi więcej, działało; bycie osobą od trudnych tematów działało, lojalność działała, bycie spokojną, profesjonalną i „nierobiącą problemu” też mogło działać.

Tylko że coś, co kiedyś było strategią sukcesu, z czasem może stać się zbyt ciasną rolą. I wtedy kobieta niekoniecznie potrzebuje natychmiastowej rewolucji. Czasem najpierw potrzebuje zobaczyć, gdzie sama zaczęła się zmniejszać.

Wysoki mak nie zawsze wygląda jak przebojowość

Warto odczarować jedno skojarzenie – bycie „wysokim makiem” w karierze nie musi oznaczać bycia głośną, przebojową, ekspansywną osobą, która wchodzi do sali i natychmiast przejmuje przestrzeń.

Czasem wysoki mak wygląda zupełnie inaczej.

To kobieta, która od lat ma świetne wyczucie biznesu, ale nadal czeka, aż ktoś zaprosi ją do strategicznej rozmowy.

To ekspertka, która wie więcej niż wielu ludzi przy stole, ale mówi ostrożnie, żeby nie zostać odebraną jako „zbyt pewna siebie”.

To liderka, która umie prowadzić ludzi przez zmianę, ale sama nie daje sobie prawa do zmiany kierunku.

To kobieta, która potrafi ogarnąć cudzy chaos, ale nie sprawdza, gdzie w tym wszystkim jest jej własna ambicja.

To osoba, która ma ogromne doświadczenie, ale nadal przedstawia je tak, jakby nie chciała nikomu przeszkadzać swoją wartością.

Wysoki mak nie zawsze krzyczy. Czasem po prostu przestaje się mieścić w miejscu, które kiedyś było wystarczające.

„Nie wychylaj się” jako zawodowy nawyk

Nie zawsze pamiętamy, kiedy dokładnie nauczyłyśmy się nie wystawać. Czasem już w domu nas tego nauczono, może szkoła dołożyła swoją cześć. Czasem z pierwszej pracy, a czasem z organizacji, w której mogłaś być świetna, ale nie za bardzo pewna siebie. Ambitna, ale nie za głośna. Skuteczna, ale nie wymagająca. Samodzielna, ale nadal dostępna. Profesjonalna, ale najlepiej bez niewygodnych pytań.

Wiele kobiet przez lata budowało karierę w takim właśnie układzie. Nie chodzi o to, że były bierne. Przeciwnie. Bardzo często robiły dużo. Czasem za dużo.

Tylko nauczyły się działać w taki sposób, żeby ich ambicja nie wyglądała jak ambicja, żeby wpływ wyglądał jak pomoc, a sprawczość wyglądała jak odpowiedzialność, potrzeby wyglądały jak rozsądne argumenty, a zmęczenie wyglądało jak profesjonalizm.

A potem przychodzi moment, w którym ta strategia przestaje wystarczać.

Jak rozpoznać, że sama siebie przycinasz?

Nie zawsze objawia się to jednym wielkim zdaniem. Częściej widać to w małych automatyzmach. Na przykład wtedy, gdy:

– umniejszasz swój wkład, zanim ktokolwiek zdąży go docenić,
– mówisz „to nic takiego” o pracy, która kosztowała Cię dużo energii,
– czekasz, aż ktoś zauważy Twoją wartość, zamiast ją spokojnie nazwać,
– odkładasz rozmowę o zmianie, bo „teraz nie jest dobry moment”,
– bierzesz kolejny temat, choć wiesz, że nie powinnaś,
– tłumaczysz sobie, że stabilność musi oznaczać rezygnację z ambicji,
– mylisz brak konfliktu z dobrą decyzją,
– częściej pytasz „czy wypada?” niż „czy ja tego chcę?”.

To nie są dowody na słabość. To są ślady adaptacji, bo kiedyś takie działania były potrzebne – chroniły, pomagały, pozwalał przetrwać i budowały pozycję.

A dorosła, doświadczona kobieta ma prawo sprawdzić, czy nadal chce z nich korzystać.

Co zamiast natychmiastowej rewolucji?

Nie wierzę w zmianę zawodową opartą na haśle: „rzuć wszystko i zacznij od nowa”. Owszem czasem odejście z pracy, zmiana branży albo własny projekt są właściwą decyzją. Ale często zanim pojawi się decyzja, warto zrobić coś mniej efektownego: sprawdzić, co właściwie przestało działać.

Czy problemem jest sama praca – czy rola, w którą weszłaś zbyt głęboko?

Może jesteś zmęczona zawodem – a może sposobem, w jaki od lat używasz swoich kompetencji?

Czy naprawdę nie chcesz zmiany – czy tylko nauczyłaś się traktować własną ambicję jak ryzyko?

Czy stabilność nadal daje Ci spokój czy stała się wygodnym argumentem za odkładaniem decyzji?

Zmiana zawodowa nie zawsze zaczyna się od wypowiedzenia. Czasem zaczyna się od uczciwego nazwania faktu: obecny układ już nie działa tak dobrze, jak kiedyś. I od sprawdzenia, co z tym można zrobić – bez palenia mostów, ale też bez kolejnego roku na autopilocie.

Pytanie o wysokiego maka

Dlatego lubię pytanie: Gdzie jesteś wysokim makiem?

Nie: gdzie powinnaś być bardziej ambitna lub gdzie masz udowodnić swoją wartość lub gdzie masz teraz zrobić wielki skok.

Tylko: gdzie Twoje doświadczenie, ambicja albo potrzeba wpływu są większe niż rola, w której nadal próbujesz się zmieścić?

Może to jest początek uczciwszej rozmowy ze sobą.

Jeśli ten tekst jest trochę o Tobie?

Jeśli czujesz, że temat wysokiego maku porusza coś ważnego, nie musisz od razu wiedzieć, co z tym zrobić.

Możesz zacząć od przyjrzenia się swojej zawodowej historii. Nie tej oficjalnej, tylko tej, którą powtarzasz sobie po cichu, i tej, która przez lata mogła pomagać, ale dziś może już nie mieścić całej Ciebie.

Właśnie z tego miejsca powstał workbook „Jakiej historii zawodowej o sobie nie chcesz już opowiadać?”. (w trakcie przygotowania, zajrzyj tu po 1.07.2026)

Nie jako instrukcja do natychmiastowej rewolucji. Raczej jako spokojna mapa do zobaczenia, gdzie jesteś, co Cię nadal trzyma, co już przestało działać i jaki mały krok warto sprawdzić.

Bo wysoki mak nie musi walczyć o uwagę. Czasem wystarczy, że przestaje udawać, że jest niski.

Mak. Dziki, trochę nieposłuszny, delikatny, ale niemożliwy do przeoczenia. Rośnie tam, gdzie mu przyszło rosnąć. Nie próbuje wyglądać profesjonalnie. Nie pyta, czy wypada być tak czerwonym. Po prostu jest widoczny.

O autorce

Sylwia Duchna — coachka kariery i transformacji zawodowej. Pracuje z kobietami po 40., które czują, że zawodowo utknęły między „przecież mam dobrą pracę” a „nie chcę tak jeszcze przez kolejne 15 lat”.

Łączy przygotowanie coachingowe, podejście skoncentrowane na rozwiązaniach, DISC oraz ponad 20 lat doświadczenia w biznesie, projektach i korporacyjnej rzeczywistości — tej z celami, spotkaniami, odpowiedzialnością i kalendarzem, który czasem wygląda jak plansza do gry strategicznej.

Pomaga podejmować decyzje zawodowe spokojniej, konkretniej i bez działania na autopilocie.